Tymczasem w jej cieniu rodzi się nowe zagrożenie, podobne do tego w Afganistanie, Egipcie czy w Iraku. Konstytucja na prawie szariatu.
 
W nowej “demokratycznej” Libii ma zostać wprowadzone prawo szariatu. Propozycja konstytucji inspirowana tym zdehumanizowanym prawem już powstała, ale jakoś dziwnym trafem nie wzbudziła zainteresowania mediów i organizacji światowych. Może to wynika z tej nieopanowanej pazerności na torcik libijski wielkich tego świata i z chętki na obfity łup roponośnych terenów.
 
Po dyktatorze libijskim nastąpi wkrótce czas fundamentalizmu w Libii. Narodowa Rada Tymczasowa planuje podporządkować obywateli kraju, prawu szariatu. Będzie to tym łatwiejsze, gdyż NRT odrzuciła pomoc militarną ONZ i zanegowała sens obecności pokojowych sił międzynarodowych w Libii. Ponadto wśród rebeliantów panoszy się cała armia sunnickich ekstremistów muzułmańskich. Paradoksalnie, za ich uzbrojenie płaci nie tylko Arabia Saudyjska, ale również Zachód. Francja i Anglia prześcigają się w robieniu kasy na zabijaniu. To przypomina trochę sytuację z Afganistanu i uzbrajanie fanatyków, którzy dzisiaj zabijają m.in. Polaków (walczących i ginących również za prawo szariatu).
 
Prawo szariatu nie ma nic wspólnego z prawami człowieka i demokracją. To oczywiste. Artykuł 1. proponowanej konstytucji libijskiej stanowi, że: “Libia jest niezależnym i demokratycznym państwem, w którym obywatele są źródłem władzy, a islam jest religią państwową; głównym źródłem legislacyjnym i ustawodawczym jest muzułmańskie prawo szariatu”. Artykuł 1. zakłada wprawdzie wolność dla nie-muzułmańskich obywateli w praktykowaniu swej religii, ale prawo szariatu jest formalnym zaprzeczeniem zarówno “wolności”, jak i “praw człowieka” w sensie rozumianym przez cywilizację zachodnią.
 
Trudno te sfery ze sobą pogodzić. Głoszenie jednocześnie demokracji i ustalanie, że dana religia jest religią państwową, tworzenie jednej uprzywilejowanej religii, czynienie z państwa, kraju religijnego, stoją ze sobą w jawnej sprzeczności.
 
Tworzenie demokracji arabskiej przy obecności dżihadystów z Al-Jam’a al-Islamiyyah al-Muqatilah (Islamska Grupa Bojowa Libii), fanatycznych zwolenników Abdelhakima Belhaja, ekstremisty wybielonego przez NATO i USA dla tzw. dobra sprawy, czy też mniejszego zła, wkrótce odbije się niezłą czkawką Zachodowi.
 
Co by nie mówić o Kadafim, to na pewno nie to, żeby w Libii dochodziło do krwawych prześladowań chrześcijan, hinduistów, czy buddystów. Reżim zwalczał islamski ekstremizm. Teraz ponad 100 tysięcy katolików będzie miało wielkie trudności i dylemat: zostać czy uciekać z nowego “państwa demokratycznego“? Nie wspominając już o Kościele protestanckim, który działa aktualnie w podziemiu. 
 
Na marginesie, lecz pozostając przy temacie islamskich totalitaryzmów, tym razem szyickich, prezydent Ahmadineżad stwierdził ostatnio, odnosząc się do sytuacji jaka panuje w Syrii, gdzie jego zwolennik i sojusznik od marca br. zastrzelił już 2200 demonstrantów (przedwczoraj 23.), że każdy prezydent powinien uszanować wolę narodu i w tych okolicznościach doprowadzić do pokojowego rozwiązania czyli do wyborów demokratycznych. I powiedział to nie kto inny tylko sam Ahmadineżad! 
 
Pogromca demokratycznej zielonej fali w swoim kraju. Słabe? 
 
Los chrześcijan i mniejszości religijnych poza jedyną prawdziwą religią w świecie islamu, czyli islamem, też jest już policzony. Syria, Libia, pewnie wkrótce również Jordania, miejsca względnego bezpieczeństwa i wolności dla nie-muzułmanów już za moment będą również przeszłością i staną się dla nich piekłem, jak Irak, po upadku złego Saddama Hussajna, w którym od początku inwazji amerykańskiej, z ponad miliona chrześcijan ich liczba spadła do trzystu tysięcy, do czego, oprócz fanatyków islamskich, znów dopowiem, przyczyniła się również Polska.