Kilka słów o polskim Orbanie-marzycielu
Każdy średnio zorientowany w polityce polskiej zdaje sobie sprawę, że PiS z pełną determinacją nie chce wygrać najbliższych wyborów. Stosuje różne zabiegi i triki, próbując przy tym zachować jakoś twarz. Wiadomo też, że życie w opozycji jest wygodne. Dekonstrukcja, dezintegracja, konflikt, krytyka, to PiS-owi wychodzi świetnie, więc taktyki się nie zmienia.
Wprawdzie państwo polskie musi utrzymywać awanturników i cwaniaków, a kolejni posłowie na garnuszku obywateli kraju, coraz skuteczniej zniechęcają do polityki i jej rozgrywek, ale biznes polityczny się kręci. Zainteresowani są zadowoleni.
Niemniej, są wyborcy, którzy przecież realnie wierzą w sukces wyborczy PiS-u. Więc do tych kieruję słowo:
Niezależnie jak wiele powiedział pan prezes tej partii, kiedykolwiek i gdziekolwiek, nieważne co obiecał, gdzie pojechał, jak wypadł, czy był w formie, czy był obrażony, w tej jednej chwili, bez jakiejkolwiek ingerencji sił trzecich, w tym Donalda Tuska, stracił i pogrzebał głosy tych, co to jeszcze się wahali. Wprawdzie złe media na usługach obcego kapitału wszystko przekręciły, nie chodziło przecież o Macierewicza, Ziobrę, czy nawet Fotygę, ale o inne ważne nazwiska, które uzdrowią Polskę, czyli Zytę Gilowską, Karola Karskiego, Witolda Waszczykowskiego, ale nie wiadomo, która propozycja gorsza?
Obraz ministrów-szaleńców prowadzących za sobą na barykady pislamskie hordy zwalczające wyimaginowane wrogie siły zagrażające Polsce jako kondominium, zadziałał na szczęście ozdrowieńczo i otrzeźwiająco na tych co bardziej umiarkowanych, a wciąż się wahających.
Nie uważam, żeby pan prezes był tego nieświadomy. Sądzę, że to celowa technika zniechęcająca potencjalny elektorat, a ugruntowujący elektorat twardy.
20% w tych wyborach raczej PiS uzyska, a to oznacza zdobycie ciepłej, mało skomplikowanej posadki gwarantującej wygodne życie do emerytury jako posła opozycjonistę i wiecznego prezesa (no bo PiS to Jarosław Kaczyński).
 
Myślę, że o nic więcej już tu nie chodzi. Myślę, że także w obozie PiS-u było sporo ubawu po deklaracji prezesa, że PiS nie dość, że wygra najbliższe wybory, to jeszcze zamierza rządzić Polską samodzielnie!
Udatne!