To był mecz!
 
Przyznam, że do ostatniej minuty wierzyłem, że Biedronki strzelą chociaż jednego gola. Biegali, fruwali, płucami pluli. Nie udało się. Dobrze, że tylko 3:0!
 
Nie było odwetu za 1 września 39‘, nie odbiliśmy Wolnego Miasta Gdańska. Na nic całe gruntowne przygotowanie i obmyślenie genialnej strategii: “defensywnie i z kontry”.
 
Niemcy i tak byli łaskawi. Mieli mnóstwo okazji do wykorzystania, ale na szczęście Podolski nie chciał nas dobijać, a Klose naprawdę nie trafiał… on nie ma sentymentów, dziś miał po prostu pecha. Choć raz w meczu z Niemcami szczęście się do nas uśmiechnęło, szczęście nam sprzyjało…
 
Szkoda, że Polacy pod koniec meczu nie wykorzystali znakomitej okazji, gdy Paweł Brożek został sam na sam z pustą bramką i nie trafił do niej z dwóch metrów. Mało brakowało, to nie była właściwie jego wina, że spadł mu but w decydującym momencie. 
 
To wina organizatorów, stadionu i oczywiście murawy. Kibice też zawiedli. Komentatorzy nie szczędzili ostrych słów i zawodnikom i trenerowi. Byli niesprawiedliwi. 
 
Największą winą za porażkę należy jednak obarczyć Niemców. Byli lepiej wyszkoleni, szybsi, wytrzymalsi, skuteczniejsi. To głównie ich wina. 
 
Dodatkowo, jak dowodzi śledztwo Antoniego Macierewicza, w poluzowanie sznurowadeł Pawła Brożka zaangażowały się obce służby zza Odry, czyniące z polskiej drużyny kondominium. Od zawsze podejrzany był akcent trenera Smudy i jego umiejętności językowe (zna niemiecki, to wiele tłumaczy, czytamy w raporcie końcowym posła Macierewicza).
 
Podsumowując, Biedronki nie udźwignęli ciężaru patriotycznego wyzwania, jaki polski naród na nich nałożył. Znowu nas rozczarowali. Nie szkodzi, my kibice reprezentacji polskiej jesteśmy jak elektorat PiS-u, zawsze wierzymy, zawsze mamy nadzieję, nawet jeśli znowu przegraliśmy wybory… nic się nie stało! Następne wygramy!
 
Oj, mecz dopiero jutro! Nieważne, będą miał gotową notkę…