W dzisiejszej “Gazecie Wyborczej” premier Donald Tusk oświadczył wprost i bez ogródek, to o co go zawsze podejrzewałem, a co próbował przez lata ukrywać (a dokładnie 1419 dni).
 
A tu proszę, na finiszu kampanii spokojnie, bez stresu stwierdza:
 
“Gdybym był zwolennikiem Palikota czy SLD, to poważnie zastanowiłbym się, czy nie zagłosować na Platformę. Bo akurat to, co najważniejsze dla Palikota i dla Napieralskiego, jest przez nas spokojnie realizowane”.
 
Wszystko oczywiście znowu pod płaszczykiem blokowania “Straaasznego Jarosława”.
 
Pan premier mnie nie nabierze. PO to początek ideologicznej rewolucji obyczajowej, z całym arsenałem dostarczanym przez “GW”, przy wsparciu (wkrótce) Palikota i SLD.
 
W dalszej części wywiadu, premier otwarcie przyznał, że legalizacja związków partnerskich jest kwestią czasu, finansowanie przez budżet państwa (a więc przez wszystkich obywateli, nawet przez tych, którzy się z tym nie zgadzają) zapłodnienia metodą in vitro.
 
Nie musiał dopowiadać, że za tym pójdą kolejne ustępstwa wobec lewackiego środowiska, np. takiego naprawdę straaasznego “Kongresu Kobiet”.
 
Tusk jest “Wprost” idealnym partnerem dla socjal-liberalnych mediów. Gra w ich grę, realizuje ich scenariusz, o którym środowisko związane z “GW”, “Newsweekiem”, “Wprost”, “TVN”, “Krytyką Polityczną”, itp… mówiło o swoim głównym celu otwarcie od dawna i co chce doprowadzić do samego końca, chce rządzić w pełni, totalnie, aby bez przeszkód zmieniać prawo.
 
Podsumowując, wymienionym mediom marzy się zatem koalicja PO-SLD-RP.
 
Znamienny napis widnieje na blogu “Krytyki Politycznej” w naszym Salonie24.pl: “Zanim zwyciężymy”.
 
Prawdopodobnie może się to już udać 9 października.
 
Potem nadejdzie ciemność.