Zbiera na prawdziwą perkusję, twierdzi ten “artysta”…
 
Rozłożył swoje kubły, kanistry, bidony, butelki i radośnie klepie w to badziewie.
 
Sztuka uliczna się to dziś nazywa.
 
Dziś naliczyłem siedemnaście plastików, wczoraj dziewiętnaście.
 
“Artysta” rozkłada to wokół siebie i tłucze zapamiętale.
 
Zawala środek placu przy graffiti. Centrum. Nikt nie reaguje. 
 
Gdyby wywiesił postulaty domagające się dymisji Tuska, pewnie źle by skończył, ale władze miasta nie widzą niczego szkaradnego w tym tzw. perkusyjnym przekazie, co de facto ze sztuką, kunsztem i techniką niewiele ma wspólnego, raczej z hałasem i zanieczyszczaniem estetycznym miasta.
 
Splendoru stolicy doprawdy to nie przysparza… przeciwnie.
 
Właśnie, a co na to miasto?
 
Nic. Stolica w budowie.
 
Niestety, straż miejska nieobecna. Widać wszyscy chłopcy z pałkami czyhają na terrorystów od namiotu nienawiści, absorbuje ich to namiętnie, jak uzależnienie.
 
Mnie wystarczy już i tak stałego “perkusisty od krzesła“. Ma swój styl, ale ten nowy od bidonów jest tak ekspansywny i zanieczyszczający w swym przekazie ulicznym, że to prawdziwy skandal, że jeszcze nie został z tym swoim bidonowym dorobkiem przegnany, raz a porządnie.
 
Widocznie wciąż bierze udział w konkursie “Warszawa - stolicą kultury”.
 
Władze miasta promują swoją wizytówkę i chlubę zawzięcie.
 
Santanę przegnały… ale “perkusista” może zostać, wypełnia lukę i przynosi artystyczne doznania, zgłodniałym wrażeń artystycznych warszawiakom.