Ponieważ wczoraj doszło do niebywałego rekordu, jaki odnotowałem na Salonie24.pl, nie mogę przejść wobec tego faktu obojętnym i muszę to koniecznie skomentować.
To jeszcze podaj dokładną datę powstania, wymień wyznawców i napisz coś się z nim stało, że dziś jakoś go nie widać..." (chodzi tu oczywiście o Kościół - przyp. red.)
Pada szybka odpowiedź Unukalhai-a i ViC-Thor pada w piątej rundzie:
1/ Od Zesłania Ducha Świętego (Pięćdziesiątnica, czyli 50 dni od Święta Paschy, a 48 od Zmartwychwstania). Czyli rok 30 naszej ery, wg naszego kalendarza byłby to czerwiec.
2/ wyznawców chcesz po nazwisku, z adresami i nr PESEL, czy wystarczy ci zajrzeć do dziejów Apostolskich?
3/ Ten, kto dzisiaj nie widzi Kościoła Chrystusowego, powinien czym prędzej udać sie do okulisty.
Bo stało się tak, że od kilku tysięcy wyznawców w Judei i Galilei 2000 lat temu, Kościół ten ma dzisiaj ca 2,0 mld wyznawców na wszystkich kontynentach i praktycznie we wszystkich krajach świata.
Jak masz jeszcze jakieś pytania "na inteligencje" rodem z młodszych klas gimnazjalnych, to wal śmiało.
Ma dzisiaj nastrój do udzielania korepetycji. Nawet tych niechcianych.
Właśnie, chociaż pani Teesa tę debatę przegrała, merytorycznie, ale symboliczny laur należy jej się za honorową walkę do końca (kulturalną) i przeciwko kilku przeciwnikom naraz.
Godna postawa, ale zanadto fanatyczna i irracjonalnie subiektywistyczna. Tu poważnym ograniczeniem w jej argumentach był brak znajomości starożytnego hebrajskiego, greckiego, łaciny i negowanie 2000 Tradycji.
Przeciwko tej Wielkości używała “swoich poglądów”. Niewystarczające, by obalić Kościół rzymsko-katolicki… ale zgadzam się z Teesą co do następującej kwestii:
“Życzę ci szczerze, żeby każdy katolik miał przynajmniej część mojego zainteresowania tekstami biblijnymi. Rozmawiałam na podobne tematy nie z takimi tuzami jak ty i nigdy nikt nie kwestionował mojej wiedzy, a nawet wzbudzała ona uznanie”.
A zwycięzcą jest!
Heathcliff! Za argumenty i kulturę słowa.
Mam oczywiście kilka uwag krytycznych do niektórych uczestników debaty.
Po pierwsze, momentami dyskusja wychodziła poza ramy cywilizowanej rozmowy i gubiła jasno określony, moim głównym wpisem, wątek.
Rozumiem, emocje...
To wyjaśnia, ale nie usprawiedliwia wzajemnego obrażania. Prztyczki i złośliwostki są jak najbardziej wskazane, ale wyrzucanie komuś stosowanie “trollingu”, wyzywanie od “blondynek”, wymawianie - niesłusznie, “ignorancji”, nie, nie godzi się, Panowie Unukalhai i Odwijacz.
I na koniec prośba do uczestników:
Mam do Pani Teesy wielką prośbę, jako do chrześcijanki, do pozostałych dyskutujących chrześcijan także.
Zamiast szukać różnic denominacyjnych, proszę się zaangażować, z taką samą zażartością w pomoc dla prześladowanych chrześcijan w świecie. To naprawdę dobry bastion do budowania sensownego dialogu ekumenicznego. Wspólne przedsięwzięcia katolików, prawosławnych i protestantów w tym jednym celu mogą być wielce przydatne i owocne, dla najbardziej potrzebujących.
Poza tym… zapraszam częściej!
Mój blog jest otwarty dla wszystkich: nie banuję nikogo, nie ograniczam wolności słowa. Tej zasady się trzymam.
Bo uwielbiam nasz Saloon… :-)


















Jeśli ktoś chce zostać zbawiony, to nie przeszkodzi mu w tym żaden ksiądz. Jeśli zaś ktoś nie pragnie zbawienia, to żaden ksiądz mu nie pomoże.